Po trzech latach zmagań z firmami budowlanymi i rzemieślnikami Dolnego Śląska i Kaszub w marcu 1983 roku odbyła się oficjalna inauguracja działalności kawiarni „Pod Kalamburem". Secesyjny wystrój miejsca zaprojektował Grzegorz Boros, zaś witraż i plafony Marek Jakubek, który był również ich wykonawcą. Szefową kawiarni została Halina Litwiniec, której ambicja było, aby kawiarenka stała się miejscem literackich spotkań promocyjnych, spotkań z ciekawymi ludźmi, a także scenką dla małych form teatralnych i kabaretowych, recitali aktorskich i piosenkarskich, a galeria na antresoli służyła do prezentacji prac plastycznych; zaś nade wszystko, aby kawiarenka zaznaczyła się na planie Wrocławia jako miejsce, które warto polecać innym.
W lipcu 1983 roku zespół Kalambur wyruszył w swoją drugą podróż za ocean tym razem z przedstawieniem Mur Wojciecha Drożdża w reżyserii Jerzego Hutka. Mur miał premierę w 1980 roku, został jednak specjalnie wznowiony na festiwal teatralny Olympiad '83 w Detroit.
Lata osiemdziesiąte w Kalamburze to kilka udanych realizacji w oparciu o dobra literaturę. Hamlet-kuglarz Per Christiana Jersidla, Hymn Gyorgy Schwajdy, Kamień na kamieniu na podstawie powieści Wiesława Myśliwskiego,
Się kochamy Murraya Schisgala, Okapi Stanisława Pankowskiego - to niewątpliwie sukcesu tamtego teatralnego okresu. Wtedy także zaproszono do współpracy kilku reżyserów spoza Wrocławia: Jerzego Hutka, Waldemara Ąmigaszewicza, Krzysztofa Orzechowskiego, Andrzeja Czernego.
Wystawiony na początku 1984 roku Hymn w reżyserii Krzysztofa Orzechowskiego, spotkał się z zainteresowaniem widowni i krytyki : Kalambur po kilku latach , niech będzie, że b a d a n i a - stworzył nareszcie sztukę k r w i s t ą, przebijającą warstwę li tylko słowa, polityczne potyczki, ową wspomnianą przeze mnie publicystykę, stworzył sztukę, gdzie jest „dzianie się" . Dramat nie jest wybekiwany przez Koziołka Matołka, nie smęcony słowami pryncypała Dario Fo. Jest to dramat, który trzeba pokazać bez miksera. I to się udało.[10]
Nie mogę powiedzieć z takim przekonaniem jak Smektała, że „Hymn" jest wybitną sztuką. Ma jednak dłuższe sekwencję znamionujące wielki talent i możliwości autora, świetnie dialogi, dwie znakomicie napisane (i wykonane) role. I - co może dziś dla nas najważniejsze - ważkie humanitarne przesławnie.[11]
W rok po ukazaniu się powieści Wiesława Myśliwskiego Kamień na kamieniu (jednego z najbardziej znaczących dokonań współczesnej prozy polskiej), Bogusław Litwiniec przystąpił do przełożenia jej na język sceniczny. Było to karkołomne przedsięwzięcie, ponieważ powieść jest wielowarstwowa i epicka. Scenariusz, siłą rzeczy, musiał być wyborem pewnych wątków powieściowych i tylko kilka z nich znalazło się w przedstawieniu, a mimo to trwało ono cztery godziny. Spektakl, ze względu na rozpoczęty remont sali widowiskowej, miał dwie premiery - pierwszą w Obornikach Śląskich oraz prasową w Teatrze Kameralnym we Wrocławiu.
Od maja 1984 roku do czerwca 1986 roku (przez czas trwania remontu) zespół wiódł żywot teatru objazdowego. Kalambur grał w Rekwizytorni Teatru Współczesnego, w Teatrze Lalek i Teatrze Kameralnym, w domach kultury i aulach szkolnych. Podróżował po całej Polsce odwiedzając duże miasta i małe miejscowości. W 1985 roku trzykrotnie był za granicą (dwukrotnie w Niemczech i raz w Holandii).
W 1985 roku dyrektorem ośrodka został Stanisław Krotoski, aktor i organizator ze studenckiego okresu Kalambura. Powrót na własną scenę w 1986 roku zaowocował sześcioma premierami. Absolutnym rekordem było zrealizowanie przez Bogusława Litwińca Okapi Stanisława Grochowiaka w ciągu kilkunastu prób sytuacyjnych. W czerwcu 1987 roku za sprawą Barbary Folty, wrocławskiej dziennikarki telewizyjnej, która zapoczątkowała tworzenie filmowej dokumentacji dotyczącej wielkich Polaków żyjących i tworzących, na emigracji, Litwiniec wyreżyserował w Kalamburze polską prapremierę sztuki Mariana Pankowskiego, profesora slawistyki na Uniwersytecie w Brukseli, Nasz Julo czerwony.
Na przełomie września i października 1987 roku odbyły się
VIII Międzynarodowe Spotkania Teatru Otwartego, wznowione po sześciu latach przerwy. Dyrektorem festiwalu został Stanisław Krotoski, dyrektorem artystycznym Bogusław Litwiniec, a sekretarzem Jacek Weksler. Siedem premier na teatralnej scenie i w kawiarni „Pod Kalamburem" w 1988 roku - to kolejny rekord Ośrodka. Sukcesem artystycznym był niewątpliwie spektakl złożony z piosenek lwowskiej ulicy. Wydanie antologii piosenki lwowskiej opracowanej przez Janusza Wasylkowskiego stało się impulsem do napisania przez Wojciecha Dzieduszyckiego scenariusza, według którego powstał spektakl A kto z nami trzyma sztamy w reżyserii Haliny Dzieduszyckiej. Grany w kawiarni Pod Kalamburem przy nadkompletach publiczności, został zarejestrowany na kasecie video, w reżyserii Barbary Borys-Damięckiej. Kalambur prezentował ten spektakl we Francji, Wielkiej Brytanii, Szwajcarii i trzykrotnie we Lwowie. Wojciech Dzieduszycki, który razem z zespołem odwiedził po pięćdziesięciu latach swoje rodzinne miasto, tak relacjonował występy teatru: (...) Atmosfera niezwykła! Po pierwszej piosence „W dzień deszczowy i ponury..." - łzy wzruszenia, skandowane oklaski, kwiaty! Stosy kwiatów po każdej piosence. Lwowiacy śpiewali z „kalamburowcami" stare, jakże dobrze znane we Lwowie piosenki , dziękowali okrzykami Halinie Litwińcowej za konferansjerkę, w której oprowadzała słuchaczy po przedmieściach i zaułkach, batiarskich knajpach i po parkach starego Lwowa. Po spektaklu - owacje, owacje... jakiś lwowiak z harmonią wychodzi na scenę i razem z całą publicznością śpiewa typowe „batiarskie" piosenki, które nie zmieściły się w programie „ A kto z nami trzyma sztamy"![12]
W 1990 roku ponownie pojawia się w repertuarze teatru nazwisko Mariana Pankowskiego. W styczniu bowiem odbyła się polska premiera Chrabąszczy. Więzy przyjaźni i sympatii, które nawiązały się podczas pracy przy realizacji Naszego Jula czerwonego i Chrabąszczy zaowocowały sesją naukową, poświęconą twórczości dramaturgicznej Mariana Pankowskiego. W czasie obrad zastanawiano się nad powodami, dla których dramaturgia tego wybitnego pisarza jest w Polsce nieobecna. Dlaczego tak sympatyczny człowiek pisze bardzo nieprzyjemne sztuki, zakłócające nam trawienie, psujące samopoczucie, kwestionujące nasze legendy, narodowe mity, polskie stereotypy? Dzieje się tak prawdopodobnie dlatego, że Pankowski - Polak z krwi i kości, z naszej pospolitej kartoflanki i kiszonej kapusty, ze swojskiej martyrologii, z podsanockich „ pól malowanych zbożem rozmaitem" - nie pisze roztęsknionym sercem (choć je ma i mu dokucza). Takie rozumem pisanie nie może być przyjemne. Bo cała nasza mitologia poddana bezwzględnej kontroli rozumu, sypie się w gruzy. Rozumiem pisanie serc nie krzepi, sumienia nie wycisza, kantów nie wygładza, a nawet boli, wzburza, gniewa. Pankowski z dużą bezwzględnością potrafi grzebać w swoich - naszych kompleksach, demaskować je, wyszydzać. A jednak nie nazwałbym go szydercą.
Myślę, że pisarstwo Pankowskiego pomaga jakoś wydobywać się z kokonu „polskości", przezwyciężać wszystko, co jest przekleństwem w naszym plemiennym obciążeniu i przeszkodą dzielącą nas od europejskiej normalności. Podkreślmy od razu, że „przezwyciężać" to nie to samo co „zapierać się" lub „wyrzekać". „Przezwyciężać" znaczy w tym przypadku raczej wprowadzenie równowagi pomiędzy sercem a rozumem, emocją a myślą. „Przezwyciężać" to także „odfałszowywać".
W tych dniach w Kalamburze odbyła się - druga na tej scenie - premiera sztuki Pankowskiego. Po wcześniejszym „Julu czerwonym" Litwiniec zrealizował „Chrabąszcze". To niezły kawałek teatru i spora porcja intelektualnej prowokacji.[13]
W październiku 1990 roku odbyły się IX Międzynarodowe Spotkania Teatru Otwartego; dyrektorem był Stanisław Krotowski, dyrektorem artystycznym Bogusław Litwiniec.
W 1991 roku miały miejsce poważne zmiany w kierownictwie Ośrodka. Odszedł Stanisław Krotowski a dyrektorem został Janusz Jasiński. Bogusław Litwiniec, rezygnując z funkcji dyrektora artystycznego, pozostał szefem Festiwalu Teatru Otwartego. Odchodząc zarekomendował na swoje miejsce długoletniego aktora Wrocławskiego Teatru Pantomimy - Leszka Czarnotę. Litwiniec reżyserował w Kalamburze jeszcze trzy sztuki: Żegnaj kruku (1991), Ja trzymam, ty trzymasz, ona spada (1992), Wymyślanie publiczności (1993).
W tym samym roku odbyły się X Międzynarodowe Spotkania Teatru Otwartego.
Nowy dyrektor artystyczny to również nowa wizja teatru. Tym razem teatru z przewagą muzyki, ruchu i ekspresji fizycznej aktora. Taki charakter miały przedstawienia Król Nikodem i szkoła błaznów (1992). Wystawiona w podobnej konwencji Pastorałka „rozkwita i rozbawia" nie tylko publiczność.
Historię zbawienia, od grzechu Adama i Ewy po narodziny Zbawiciela, pokłon pasterzy i trzech króli, rzeź niewiniątek i niesławny koniec Heroda, z zabawnymi intermediami - z nieodłącznym, komicznym, a sympatycznym Żydem - odgrywają kolędnicy. Są to w połowie postaci z ludowych tradycji, po trosze ludzie nam współcześni. Po prostu: współcześni przebierańcy. Wrażliwi na stare nuty, tańce, żarty, obyczaje. Ale, czego nie ukrywają, wychowani już na innej muzyce, innych rytmach. W ich śpiewach i tańcach tradycja nakłada się na współczesność, co przynosi dowcipny, sympatyczny, miły oku i uchu efekt.
Duża w tym zasługa Leszka Czarnoty jako choreografa (poza tym jest reżyserem całości) oraz autora oprawy muzycznej Włodzimierza Szomańskiego. Cały zespół jest dobrze rozśpiewany i roztańczony. Przedstawienie jest dynamiczne, wartkie. Roztkliwia i rozbawia.[14]
Działalność teatralną Kalambura zamknęły trzy premiery będące powrotem na scenę tego teatru repertuaru dramatycznego: Zabawiając pana Sloane'a Joe Ortona w reżyserii Grzegorza Mrówczyńskiego. Grupa Laokoona Tadeusza Różewicza w reżyserii Jana Różewicza i ostatnie przedsięwzięcie Papierowe kwiaty Egona Wolffa w reżyserii Roberta Czechowskiego.
W czerwcu 1994 roku z powodu braku porozumienia i współdziałania między władzami samorządowymi Wrocławia a Zjednoczonymi Przedsiębiorstwami Rozrywkowymi w Warszawie dochodzi do rozwiązania zespołu aktorskiego. Wypowiedzenia umowy o pracę z powodu „reorganizacji" placówki otrzymali również pracownicy administracyjni i techniczni oraz dyrektor artystyczny. „Reorganizacja" była w istocie likwidacja teatru. Kalambur miał się stać sceną impresaryjną, bez stałego zespołu, zaś aktorzy mieli być angażowani do konkretnej realizacji. Pozostało kilku pracowników administracyjnych z Januszem Jasińskim na czele. Ze sceny Kalamburu korzystał odtąd sporadycznie Teatr Współczesny, później Teatr k2 i Teatr Osobowy Roberta Czechowskiego.
[1] „Teatr Kalambur. Studencki Teatr Kalambur 1958 - 1974, Akademicki Ośrodek Teatralny Kalambur 1974 - 1979, Ośrodek Teatru Otwartego ZPR Kalambur 1979 - 1994" pod red. Elżbiety Lisowskiej- Kopeć, Wrocław 1998.
[2] Tadeusz Nyczek, "Poezja w teatrze", (w:) Teatr a poezja, Wrocław 1975, s.39
[3] Włodzimierz Herman, „Scena Poezji Kalambura", (w:) Kalambur 1957 - 1967, Wrocław 1968, s. 48-49.
[4] Włodzimierz Herman, „Scena Poezji Kalambura", (w:) Kalambur 1957 - 1967, Wrocław 1968, s. 48-49.
[5] Bohdan Piechowski, "O Scenie Debiutów",(w:) Kalambur 1957- 1967,Wrocław1968,s.43
[6] Tadeusz Nyczek „Poezja w teatrze", (w:) Teatr a poezja, Wrocław 1975, s.43
[7] Irena Wiśniewska, „Konfrontacje", Wrocław 1975, nr 10, s.9
[8] Statut AOT Kalambur, Wrocław 1975
[9] Justyna Hofman, „Odra" 1980, nr.5
[10] Zdzisław Smektała, „Gazeta Robotnicza", 2 marca 1984
[11] Tadeusz Burzyński, „Sprawy i Ludzie", 29 marca 1984
[12] Wojciech Dzieduszycki, „ Słowo Polskie", 19 października 1988
[13] Tadeusz Burzyński, „Sprawy i Ludzie", 8 lutego 1990.
[14] Tadeusz Burzyński, „Gazeta Robotnicza", 16 grudnia 1993
Polecamy
Zaloguj się
Przyjaciele
Najnowsze wiadomości
Rozkład jazdy
10.09.2010 - 21:00
Dj Romek Rega live show!
11.09.2010 - 18:00
Piano Bar Maestro Olo Majos
11.09.2010 - 21:00
Dj Lola
12.09.2010 - 15:00
Leniwe otwarcie Art Cafe Kalambur
12.09.2010 - 18:00
Piano Bar Olo Majos












